piątek, 20 marca 2015

Z lenistwie nie wygrasz

Po powrocie z Cozumelu lądujemy w Playa del Carmen, krótko mówiąc Mielno tyle że cieplejsze i nad morzem Karaibskim. 



Dla nas nic ciekawego, wiec zamiast spaceru fundujemy sobie plażing, tyle że w cieniu palmy i w pełnym ubiorze bo żadna z nas nie ma juz ochoty  wystawiać dupska na słońce i oglądać przesuszonej łuszczacej się tygodniami skóry. Jak teraz o tym myślę to musiałysmy wyglądać tragicznie, wykończone podróżą, leżące jak zwłoki pod drzewem. 


Po 3 godzinach intensywnego opierdzielania udajemy się do McDonalda wypróbować tutejsze smaki McFlurry i wyruszamy w drogę powrotną do Cancun. Podróż kończymy z klasą - w luksusowym apartamencie naszego hosta Kena, znanego w naszym skromnym gronie jako "Super Czlowiek". Super człowiek ma super mieszkanie, super uporządkowany styl życia, super dietę, super muskuły i super górę pieniążków, które na pewno daje mu jego super praca jako model fitness. Krótko mówiąc wszystko super! 
Wykończone naszym wyczerpujących dniem i objrzeniem serialu z super człowiekiem udajemy się w kimę, układając ambitne plany na kolejny dzień. Niestety czas nauczył nas, że największym wrogiem jest rzeczywistość. I w tym temacie nic sie nie zmienia. Tutaj rzeczywistość to nic innego niż nasze obrzydliwe lenistwo i niechęć do wstania z łóżka o 7 rano... Miały być cenoty i piramidy majów, jest wygodna poduszka i klimatyzacja! :) dla mnie spoko! Po 4 godzinnych próbach ogarnięcia się z pomocą przychodzi nam super człowiek, ktory widzi chyba, że zachowujemy się jak obłożnie chore i proponuje, żebyśmy zabrały się z nim do pracy. Pomyślcie- praca? ale stypa... Ale nie zapominajmy, że mowa tu o super człowieku! Praca Kena polega na siedzeniu przy basenie na plazy tuż przy ekskluzywnym hotelu i po prostu byciu i wygladaniu (wspominałam już, że Ken jest super?). Tak wiec jedziemy! 



Ostatni dzień mija nam na wylegiwaniu w wygodnych łożach przy samym morzu, słuchaniu muzyki z plażowej DJki i niestety na zamartwianiu się, że to już koniec jak dla mnie jednych z najlepszych wyjazdów w całym życiu. Po plaży szybkie zakupy, prysznic, pakowanie plecaków (na ktorych widok żołądek podchodzi mi do gardła) i szukanie taksy. Lecimy do Londynu. Dzień dobry Europo, do zobaczenia Meksyku!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz